nie widzę przeszkód

neuroróżnorodny solobiznes w krainie czarów

Lepiej bez tytułu niż z banalnym tytułem „Dlaczego zaczęłam pisać bloga”

Okolice 40. urodzin są zwykle dobrą bazą pod różnego rodzaju obserwacje i eksperymenty. Moje doprowadziły mnie w miejsce, które roboczo nazwałam „wszystko wszędzie naraz”. Było to miejsce dość mroczne i niespokojne, bo kumulowało w sobie różne części mnie tworząc skomplikowaną konstrukcję pt. „To jebnie”. Rozpoczęłam więc małe porządki, poszukując słabych punktów i wzmacniając fundamenty. Naturalnym kierunkiem tych porządków zdawało się być dążenie do spójności, integracji, jedności. Rozpoczęłam więc proces uzdrawiania kolosa na glinianych nogach*

Postanowiłam rozpocząć od pytania: na czym chciałabym się skupić w sekcji mojego życia zwanym karierą? Miałam do dyspozycji 6-10h dziennie i wiele umiejętności, które nabyłam w dwudziestoletniej drodze zawodowej. Postanowiłam przeanalizować wszystkie moje aktywności i odsiać te, do których nie chcę wracać. Praca programistki? Czemu nie. Była interesująca i rozwijająca, dawała mi masę frajdy. Projektowanie? Na tym kawałku zarobiłam najwięcej, dał upust mojej kreatywności i pozwolił mi przeżyć niesamowitą przygodę i pozwalając obcować z pięknem.  Wolontariat? Są na tym świecie osoby, które zapamiętały mnie jako szefową sekcji do spraw osób świadczących usługi seksualne. Streetworking w ramach programów profilaktycznych był jednym z mocniejszych doświadczeń w moim życiu. Dziennikarstwo? Ten romans trwał krótko, nie bardzo dało się z tego żyć, więc porzuciłam pisanie i recenzowanie, ale teraz czasy są inne… Eventy? To chyba nie może się znudzić, bardzo dobrze czułam się w roli wszechogarniaczki. Uczelnia? Kontakt z młodymi pasjonatami interesujących mnie dziedzin był bardzo ważny dla mojego rozwoju, choć sama praca była dość uciążliwa i frustrująca. Konsultungi? Nie mają minusów, rozwijają mnie i klienta, realizują moją potrzebę pomagania i zmieniania rzeczywistości. Sklep z produktem fizycznym? Świetnie się bawiłam tworząc prototypy i wymyślając produkty. Wspaniale było fizycznie spotkać efekty swojej pracy. Nie mówiąc o morzu łez wzruszenia, które wylewało się podczas openingów. 

No dobra. To co wybrać? 

Każda przymiarka do próby hierarchizowania tych (i innych) możliwości kończyła się frustracją. Bo momentalnie pojawiał się żal. Że tego braknie, to zaboli, za tym zatęsknię. Ale trzeba wybrać.

Myślałam. Analizowałam. Liczyłam. Medytowałam. Konsultowałam. Dupa. 

W końcu unurzana w odmętach auto-presji, bo przecież sama sobie to sprzątanie wymyśliłam, wybrałam. CUTberry – moja mała agencja, latający cyrk, marzenie wariata i superpro 17-letni kawałek mojego życia. Ją wybiorę. Bo jest dochodowa, bazuje na mnie – a siebie jestem pewna jak niczego na świecie, bo są klienci, bo się rozwijam. Niech będzie. 

Rok po tej decyzji pojawił się pomysł żeby całkowicie zamknąć działalność i zmienić branżę. Udusiłam się. Skupiając całe swoje moce na pozyskiwaniu wysokobudżetowych zleceń, realizację świetnych projektów i wdrożeń, zarządzaniu projektami straciłam do swojej pracy serce, zaczęłam się wypalać. Wtedy postanowiłam zmienić myślenie i kierunek. To było jak olśnienie. Zdecydowałam postawić na “model wszystko”.

Model wszystko”

Ten model okazał się przewrotny i oczywisty. Bo każdy coach, mentor, przyjaciel, przypadkowy przechodzień mówił „skup się na czymś konkretnym”. A ja postanowiłam pójść pod prąd i zapytać: a może rozproszyć się na wiele mniejszych obszarów? Może nie dla każdego pisana jest integracja? Może mogę rosnąć i rozwijać się w modelu bazującym na dezintegracji? A może ta dezintegracja samoistnie przechodzi w integrację, bo przekonfigurowane elementy, nawet jeśli nie są ze sobą połączone, tworzą sprawniej działającą całość?

“Model wszystko” to model funkcjonowania w świecie, który nie eliminuje, ale zbiera pozornie niepasujące do siebie kawałki. Odpowiada na moją przeogromna potrzebę dziania się, zmiany rytmu. Pomaga mi zintegrować się w sposób niecodzienny, kolorowy i niestandardowy. I pozwolić zaakceptować to, że nie potrafię opowiedzieć o sobie w 3 zdaniach. Bo w sumie po co?

Na czym polega “model wszystko”?

Zawsze próbowałam osadzić swoje zawodowe ja w większej całości. Jako pracownika firmy X, właściciela firmy Y czy członka teamu. Nie przyszło mi do głowy odwrócenie struktury. Bo nagle okazało się, że ja, Maja, jestem na szczycie tej struktury. A kolos odwraca się do góry nogami i zamiast bać się, że rachityczne nogi nie uniosą jego ciężaru, wesoło macha nogami podniesionymi do góry. Bo ja, Maja – mogę prowadzić agencję, markę sentymentalną, konsultingi i mentoringi, pomagac, uczyć, projektować, pisać, wymyślać produkty cyfrowe – i z niczego nie muszę rezygnować! Mało tego! Mogę być zaangażowaną mamą i partnerką, oddaną przyjaciółką i wolontariuszką. I każdy z moich kawałków jest nasycony, wdzięczny i mruczy z zadowolenia. 

Czy to jest łatwe?
Nie. 
Czy polecam tę drogę?
Nie.
Czy uważam, że warto skonfigurować świat dopasowany do siebie zamiast dopasowywać się do świata?
Hell yeah!

Je n’ai regrette totalnie rien!

A o tym jak to działa opowiem innym razem. 

* tak nazwała mój model funkcjonowania Ula, która z wielkim zaangażowaniem pomagała mi ogarnąć ten pierdolnik 🙂

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
guest
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments