nie widzę przeszkód

neuroróżnorodny solobiznes w krainie czarów

Klient-potwór i dlaczego asertywność na freelance to podstawa

Są takie rzeczy, o których warto pamiętać myśląc o kliencie. A myślenie o nim jest ważne, bo rzutuje na komfort pracy i nasze poczucie wartości. 

A gdybym Ci powiedziała, że nieważne, jakie usługi świadczysz – główną funkcją Twojej usługi jest pomaganie? Bo przecież w dużym uproszczeniu klient jest kimś, kto przychodzi do Ciebie bo: 

  • nie umie lub nie może sam czegoś zrobić więc chce Ci za coś zapłacić
  • nie ma czasu żeby to zrobić więc chce Ci za to zapłacić. 
  • ktoś mu powiedział, że potrzebuje Twojej usługi (rekomendacja od zadowolonego klienta)


Jakby więc na to nie patrzeć – masz coś, czego potrzebuje klient. Przyszedł do Ciebie, bo potrzebuje Twoich produktów lub usług. I takie spojrzenie na relacje klient – specjalista pozwala na zbudowanie zdrowej, symetrycznej współpracy pomagającej uniknąć toksycznych sytuacji. Takie podejście nie jest idealne w kontekście zarabiania, bo wyżej stawia priorytet Twojego komfortu i spokoju niż pieniędzy, ale warto je rozważyć, bo jest po prostu zdrowe. A zdrowe rzeczy bywają fajne.

Piszę o tym mając w pamięci dziesiątki patologicznych sytuacji, jakie wydarzającej w branżach w których działam (IT, design). Mam wrażenie, że postawa „klient nasz pan” święci dalej triumfy w wyścigu do doprowadzenia się do granicy wytrzymałości. Sama przez wiele lat dawałam się terroryzować deadlinami, groźbami, karami i innymi konsekwencjami osobom, które próbowały wymusić na mnie to, czego potrzebowały. Dwukrotnie odmówiłam przyjęcia łapówki, by wykonać szybciej zadanie. Postawą asertywna wydawała mi się wtedy zupełnie niemożliwa do osiągnięcia, a w mojej głowie wyglądało to tak:

Jeśli nie zgodzę się zarwać nocy bo klient zapomniał o reklamie prasowej i musi ją dostarczyć do jutra do 6 rano a mamy 16 a ja odmówię zrobienia projektu to:

  • zawiodę / stracę klienta
  • będę leszczem (w swoich oczach) 
  • umrę z głodu i zimna 


W moim przypadku często wszystko naraz. 

Jeśli pracujesz jako freelancer być może spotkałeś się kiedyś z sytuacją, w której klient próbował namówić Cię na pracę w weekend, nagłe zadanie, rzucenie wszystkiego i zajęcie się nim. Może nawet zaproponowano Ci ekstra wynagrodzenie. Albo nawet łapówki inne profity. Jeśli potrafiłeś odmówić – super! Serio, możesz być z siebie dumny! Ale jest ryzyko, że jednak zarwałeś jedną, dziesięć czy sto nocy, nierzadko miotając się i rzucając klątwy na klienta i obelgi na siebie. Wtedy, być może, miałaś/eś wrażenie, że klient przekształcił się w Potwora, nagle przestałeś myśleć pozytywnie o Waszej współpracy, a jakość Twojej pracy zaczęła spadać. Pomyśl: kto stworzył tego potwora? Wiem, niewygodne pytanie. To Ty, w sosie z braku asertywności, problemów ze stawiania granic i pomieszanych priorytetów.

Oczywiście, że mnie to spotkało. Oczywiście, że wyciągnęłam wnioski. Nie może być tak prosto, że wyeliminowałam wszystkie pato-akcje i ioio-sytuacje. Bo u mnie jednak nuda zabija, nuda to lawa 🙂 Wciąż mam kilku asapowych klientów. Szybka akcja albo zarwana noc raz w miesiącu nie zrujnuje mi zdrowia ani psychiki, a kto kładł się po wschodzie słońca z poczuciem dobrze wykonanej roboty wie dobrze, że te chwile mają swój urok…




0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Notify of
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Makusia
Makusia
2 years ago

Nie miałam pojęcia jakie to skomplikowane. Teraz jestem mądrzejsza. Dzięki.