Dziś poczułam silną potrzebę pogłębienia wiedzy w konkretnej dziedzinie. Po krótkim rekonesansie publikacji i nurtów pomyślałam, że wolałabym mieć tę wiedzę posegregowaną w jakiś logiczny program – zaczęłam więc szukać studiów. W topce wyników wyszukiwania wyświetlił mi się znany uniwersytet, który w tej gałęzi wiedzy się specjalizuje. Klikam, wchodzę. I z pełną świadomością rozszczepiam proces poznawczy na dwie ścieżki.
Jedna to „chce się dowiedzieć” i podróż przez fakty, ceny, zasady i inne szczegóły. Druga – doświadczenie użytkownika czyli user experience, tytułowe UX – moje subiektywne doświadczenia związane z odbiorem zaserwowanych informacji. A doświadczenia te są zaskakująco pozytywne. Czytelne typo, schludny i przejrzysty układ, odpowiednia ilość informacji, jest kierunek, jest specjalność, jest lokalizacja, program studiów (ja niestety go nie poznałam bo jest umieszczony w zipie a ja przeglądam stronę na telefonie i nie chce mi się bawić w rozpakowywanie plików), są ceny i zasady rekrutacji. Do tego opinie studentów, zespół, sylwetka absolwenta, masa materiałów o specjalizacji. Wow! Doceniam kawał roboty uiksowo-uiowej, bo ta strona jest naprawdę dobrze wymyślona i zaprojektowana, użytkownik mruczy z zadowolenia, karuzela satysfakcji rozkręcona na maxa, wiem wszystko a technologia mi sprzyja.
Moje doświadczenie idealnie pokazuje, jaka jest waga jakości informacji i ich medium w procesie sprzedaży usług i produktów. Bo ile razy zdarzyło Ci się wyjść ze strony, która była niekompletna, nieczytelna albo ciężka w użytkowaniu? Legendarne pierwsze dwie sekundy kontaktu z tym, co widzimy, to nie mit. Już wtedy mamy pierwsze odczucie odbioru. Jeśli jest nim ogólnie pojęte zaopiekowanie, dobre poprowadzenie Cię przez proces (w przypadku zakupów, rejestracji konta, wypełniania formularzy) lub pogłębianie wiedzy (w przypadku stron informacyjnych) to znaczy, że ktoś to dobrze wymyślił i zasługuje na Gwiazdkę Wirtualnego Przewodnika. Na tę odznakę zasługuje człowiek od strony SWPS.
Kto ponosi konsekwencje źle zaprojektowanych sklepów i stron? Marketing i sprzedaż. Bo wszystko, czym obudowane są pierwsze interakcje może pójść na marne, jeśli zakup produktu będzie drogą przez mękę a konieczność przekazywania informacji o usłudze spada na obsługę bezpośrednią, bo strona nie wspiera w zasadzie niczego i nikogo. Człowieku projektujący, w trosce o marketing i sprzedaż projektuj z głową, żeby się potem inni nie męczyli. Naprawdę lubię myśleć o swojej pracy jako o czymś, co służy i sprzyja działaniom moich klientów. A jeszcze bardziej lubię myśleć o użytkowniku, który podczas spotkania z owocem pracy mojej odczuwa przyjemność. To taki mini challenge, który sprawia że moje projektowanie zyskuje nową warstwę.
Projektowanie skupione na użytkowniku ma dla mnie duży sens. Narzędzi, które takie myślenie o projekcie wspierają jest bardzo dużo i serdecznie zachęcam do ich eksploracji, bo znajomość zasad UX i potrzeb użytkownika mocno podnosi wartość projektów. Dotyczy to nie tylko stron i aplikacji, ale też druku – kto miał kiedyś w ręku wizytówkę z papieru bawełnianego na pewno wie, o czym piszę.